czwartek, 19 kwietnia 2012

Barbara Budna - Wirtuozowska technika gry - skrzypce i altówka

Autorem artykułu jest Artur Grabowski


 Ukazał się unikalny podręcznik do nauki gry na skrzypcach, przeznaczony dla początkujących i zaawansowanych - Wirtuozowska technika gry autorstwa  Barbary Budnej. Książka zawiera wybór najbardziej cenionych metod pedagogicznych, polecanych przez wielu słynnych skrzypków ze względu na ich skuteczność i szybkość.

        

        Książka przedstawia wybór metod stosowanych przez największe autorytety w dziedzinie gry na skrzypcach. Zdradza know-how techniki skrzypcowej - takie jakiego nie można nauczyć się w szkole. Wyjaśnia też jak funkcjonuje system szkolnictwa muzycznego i jak uniknąć typowych błędów początkujących. Jest przydatna nauczycielom I i II stopnia, wykładowcom akademickim, ale także, a może przede wszystkim rodzicom, którzy chcą właściwie pokierować rozwojem dziecka na najważniejszym – początkowym etapie nauki.

Rozwijanie talentu muzycznego jak wiadomo nie jest sprawą prostą. Wytrwała praca nawet w połączeniu z wielkim talentem często nie przynosi efektów, ponieważ nie została właściwie ukierunkowana przez nauczyciela, czyli poparta wiedzą o tym jak ćwiczyć skutecznie. Większość nauczycieli szkół muzycznych powtarza uczniom nieustannie jak trudna jest gra na skrzypcach i jak dużo trzeba ćwiczyć, aby osiągnąć biegłość. Ale najsłynniejsi muzycy twierdzą co innego – Jeśli wierzysz, że gra jest trudna, to taka dla ciebie będzie. Jeśli Perlman i Kennedy mogli nauczyć się biegłej gry w ciągu kilku lat, to znaczy, że wielu innych też może to zrobić. Przy czym nie jest ważne czy ktoś chce być profesjonalnym muzykiem, czy też grać dla przyjemności. W obu przypadkach efektywność i szybkość nauki oznacza satysfakcję.

Autorka książki wyjaśnia jak ćwiczyć skutecznie, a nie dużo. Dzięki książce możemy się dowiedzieć jak trzymają skrzypce znani wirtuozi, czym różni się ich chwyt instrumentu od chwytu przeciętnego nauczyciela i ucznia w szkole muzycznej. Dowiemy się jak wpływa to na wszystkie elementy techniki gry, w jaki sposób technika gry wpływa następnie na umiejętność szybkiego zapamiętywania obszernego repertuaru koncertowego, oraz jak budować odporność psychiczną na scenie. Książka zyskała entuzjastyczne opinie czytelników, rodziców, nauczycieli oraz zawodowych skrzypków. Przeznaczona jest nie tylko dla początkujących, ale też dla profesjonalnych muzyków, którzy chcą udoskonalić technikę gry i interpretację.

Barbara Budna, skrzypaczka i altowiolistka, dyrektor City Music School, założycielka wydawnictwa muzycznego Classicon, jest absolwentką Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie,  Zarządzania kulturą przy Polskiej Akademii Nauk i Studium Public Relations przy Uniwersytecie Warszawskim, prowadzi kursy mistrzowskie gry na skrzypcach w Warszawie i warsztaty Profesjonalnego przygotowania scenicznego.

             

---

www.classicon.com.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

The Birthday Massacre, czyli forma jest najważniejsza!

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak


W twórczości kanadyjskiego, synth rockowego zespołu TBM liczy się nie tylko muzyka, ale także wizualność. Ta druga wydaje się dominować nad tą pierwszą.  

Urodzinowa Masakra

The Birthday Massacre, czyli Urodzinowa Masakra, to kanadyjski zespół muzyczny, założony w 1999 roku. Ta pochodząca z prowincji Ontario grupa początkowo działała pod nazwą Imagica, jednak później zmieniła nazwę na TBM i pod tym szyldem wydała swoją pierwszą płytę “Nothing and Nowhere” (2002 rok). Wokalistką formacji jest Chibi, której pseudonim nawiązuje do japońskiej mangi i anime. Obecnie zespół ma na koncie cztery długogrające albumy studyjne, płytę z nagraniami koncertowymi, kilka teledysków oraz EP-kę „Looking Glass”. 9 sierpnia 2011 r. ma się zaś ukazać EP-ka „Imaginary Monsters”.


Formacja zdecydowanie audiowizualna

Zespół The Birthday Massacre sięga w swojej twórczości po takie gatunki muzyczne jak synth rock, gothic rock czy new wave. W jego piosenkach ogromną rolę odgrywa klimatyczna, często tajemnicza i intrygująca elektronika, towarzysząca umiarkowanie mocnej perkusji oraz względnie drapieżnym gitarom. TBM to formacja zdecydowanie audiowizualna, dla której liczy się nie tylko muzyka, ale również kreowanie własnego image’u i dbałość o szeroko pojętą oprawę graficzną. Teledyski, plakaty, fotografie i okładki płyt The Birthday Massacre jednoznacznie wskazują na to, że grupa chce trafić zarówno do słuchowców, jak i do wzrokowców. Wszystko, co się wiąże z TBM, jest dokładnie zaprojektowane i utrzymane w określonym stylu.


Istny miszmasz

Ów styl to groteskowa mieszanka kilku konwencji. Mamy w tej mieszance zapożyczenia z japońskich komiksów i kreskówek, mamy coś z „Rodziny Addamsów” i „Alicji w Krainie Czarów”, mamy elementy dziecinne i dziewczęce, mamy motywy znane z horrorów i komediohorrorów, mamy nawiązania do stylów emo, gothic i gothic lolita, mamy wreszcie często podkreślane przez Internautów aluzje do filmów Tima Burtona (nie wiecie, kim jest Tim Burton? A kojarzycie takie filmy jak „Sok z Żuka”, „Edward Nożycoręki”, „Jeździec bez głowy”, „Charlie i Fabryka Czekolady” albo „Gnijąca Panna Młoda”? Tak? No, to już wiecie, kim jest Tim Burton!). Jeśli chodzi o kolory, na obrazkach i w filmikach dominują barwy: czarna, biała, granatowa, niebieska, fioletowa, liliowa, amarantowa.


Pospolite melodie, przeciętna wokalistka

Niestety, to wszystko powoduje, że w twórczości TBM występuje swoisty przerost formy nad treścią. Muzyka tej formacji jest, tak na dobrą sprawę, tandetna, a melodie - proste i pospolite. Gdyby nie ta elektronika, szczypta mroku i groteskowa wizualność, kawałki The Birthday Massacre byłyby zwykłymi piosenkami popowymi lub postpunkowymi. Chibi jest wokalistką niezwykle przeciętną - wprawdzie nie fałszuje, ma wyczucie rytmu, ale nie prezentuje słuchaczom nadzwyczajnych zdolności wokalnych. Jeżeli posiada ona jakieś wyjątkowe umiejętności w zakresie śpiewu, to w utworach TBM nie popisuje się nimi nigdy.


Nieliczne piosenki, które się udały

Nie chciałabym jednak przekreślić tego zespołu całkowicie, albowiem zdarzyło mu się nagrać kilka niezłych kawałków. Piosenki „Blue”, „In The Dark” i „Looking Glass”, które doczekały się teledysków, są udane i wpadają w ucho, chociaż trudno je uznać za dzieła sztuki. Najlepszym utworem The Birthday Massacre, jaki słyszałam, jest „Happy Birthday” - istny manifest artystyczny, mówiący o urodzinowej masakrze. Występujący w tej piosence podmiot liryczny próbuje odtworzyć w swojej pamięci przebieg morderstwa, do którego doszło na przyjęciu urodzinowym („Myślę, że mój przyjaciel powiedział: wbij to w tył jej głowy. Myślę, że mój przyjaciel powiedział: dwie z nich są siostrami”). Lubię też „Secret”, choć jest to sentymentalny banał ociekający pogodną melancholią.


Zakończenie

Reszta twórczości TBM to tak zwany chłam, który nudzi odbiorcę, zamiast go porywać i zachwycać. Reasumując: utwory zespołu The Birthday Massacre z pewnością nie powalą na kolana miłośników ambitnej muzyki, stojącej na naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Mogą one za to przypaść do gustu dzieciom emo oraz osobom mającym sentyment do synth popowych i synth rockowych zespołów z lat osiemdziesiątych XX wieku. Co do tak ważnej dla TBM wizualności, spodoba się ona fanom filmów wspomnianego wcześniej Tima Burtona i ludziom pragnącym mieć Halloween przez cały rok. Polecam do posłuchania tylko te kawałki, które wymieniłam w poprzednich akapitach.


Natalia Julia Nowak,
15 lipca 2011 roku



---

Natalia Julia Nowak

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Do czterech razy sztuka?

Autorem artykułu jest Li Li


Michał Wiśniewski, znany jest z niebanalności pod każdym możliwym względem. Począwszy od wyglądu, a zakończywszy na zachowaniu. Wokalista Ich Troje ma na swoim koncie nie tylko czwórkę własnych dzieci i jedno adoptowane, ale również już trzy małżeństwa i tyleż samo rozwodów.

Otóż w miniony weekend oświadczył się swojej ukochanej Dominice Tajner-Idzik. Zaledwie miesiąc po orzeczeniu rozwodu szykuje się do kolejnego, czwartego ślubu. Jego wybranka również jest rozwódką i ma syna. Zaręczyny miały miejsce na Mazurach w domu przyjaciół zakochanej pary. W uroczystości wzięły udział najbliższe im osoby, a w tym również dzieci z wszystkich poprzednich małżeństw. Jak podkreślają narzeczeni, kameralny i osobisty charakter tej nader rodzinnej uroczystości został zachowany. Para wydaje się być tak szczęśliwa, jak zakochana. Artysta swojej wybrance ofiarował bardzo efektowny pierścionek zaręczynowy. Jego projektantem był  Konrad Rumiński we własnej osobie. Prywatnie biznesmen oraz artysta jest bardzo dobrym przyjacielem pary. Wiśniewski miał niecny plan publicznych oświadczyn na koncercie zespołu Ich Troje w Wiśle, jednakże pierścionek nie był jeszcze gotowy. Zawiniło opóźnienie się przesyłki z  bardzo szlachetnym kamieniem z zagranicy, który gra główna rolę w całokształcie pierścionka.

Narzeczeni na dowód swojej bezgranicznej miłości wytatuowali sobie swe imiona na przedramionach. Jest to swoista nowość na ciele pani Dominiki, natomiast pan Michał ma już tego typu ozdobników tyle co gwiazd na niebie. Zatem jeden więcej jeden mniej, wcale nie zrobił mu różnicy. Przed narzeczonymi jeszcze daleka droga ustaleń. Nie tylko fotografia ślubna Kraków, rodzaj granej muzyki, dodatki ślubne czy stroje stoją pod znakiem zapytania. Teraz para ustala datę ślubu, który odbędzie się gdzieś w Polsce. Jednakże piosenkarz sam jeszcze nie ma koncepcji jak zadziwić nie tylko swoją wybrankę, ale również rzesze wiernych fanów. Wybranka natomiast ma nadzieję, iż będzie tą ostatnią zona, oby tylko się nie pomyliła. Poprzednie trzy również liczyły na to samo.

---

Zobacz także:
- fotograf ślubny Kraków
- suknie ślubne
- bielizna ślubna Kraków

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Muzyka nie dla kierowców

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak


Amerykańska formacja Switchblade Symphony, tworzona przez kompozytorkę Susan Wallace i wokalistkę Tinę Root, grała muzykę dobrą, ale usypiającą. Zapraszam do czytania recenzji debiutanckiej płyty tego duetu.

Amerykański duet Switchblade Symphony to jedna z tych formacji, o których należy pisać w czasie przeszłym - grupa istniała bowiem od roku 1989 do 1999. Zespół, tworzony przez kompozytorkę Susan Wallace i wokalistkę Tinę Root, nagrywał specyficzną muzykę, którą można uznać za elektroniczny gothic lub dark wave. Switchblade Symphony, ze względu na umiłowanie tajemniczości, groteski i elektroniki, można zaliczyć do tej samej kategorii co opisaną przeze mnie kiedyś formację The Birthday Massacre.

Między SwiSy a TBM istnieje jeszcze jedno podobieństwo, a mianowicie charakterystyczna wizualność, łącząca elementy dziecinno-dziewczęce z gotycko-demonicznymi. Ponieważ grupa Switchblade Symphony działała wcześniej niż The Birthday Massacre, możemy przypuszczać, iż była ona jedną z inspiracji dla tego młodszego zespołu. Sprężynowa Symfonia zdołała wydać cztery długogrające albumy studyjne. Po upadku formacji ukazały się jeszcze trzy płyty - jedna z remiksami, druga z nagraniami koncertowymi, a trzecia ze starymi, wznowionymi piosenkami.

Debiutancki krążek Switchblade Symphony, opublikowany w roku 1995, to CD zawierające muzykę głęboką i transową. Na tej płycie, zatytułowanej “Serpentine Gallery”, mamy jedenaście niezbyt długich kompozycji. Pierwszą z nich jest “Bad Trash” - utwór mocny, tajemniczy i niepokojący. Charakterystycznymi elementami tego kawałka są dźwięki przywodzące na myśl przerobiony komputerowo ksylofon. Druga kompozycja, “Dissolve”, brzmi dosyć groźnie i zadziornie. Słyszymy w niej przejęty głos Tiny, która wręcz zachłystuje się śpiewem.

“Wallflower”, czyli utwór trzeci, zawiera specyficzne, wysokie dźwięki przypominające dzwoneczki. To właśnie one tworzą niecodzienny klimat tej kompozycji. “Wrecking Yard” jest piosenką bardziej rockową - rytmiczną, drapieżną i gitarową. Tina Root śpiewa w niej zupełnie inaczej niż we wcześniejszych utworach. “Clown” to najbardziej przebojowy kawałek z płyty “Serpentine Gallery”, a może nawet z całej twórczości SwiSy. Nie należy więc się dziwić, że - jako jedyne dzieło Sprężynowej Symfonii - doczekał się on video clipu. Utwór “Clown” jest świetnie skomponowany i nasycony emocjami, pełno w nim mroku oraz przykuwających uwagę dźwięków.

Kolejna piosenka, “Cocoon”, to krótka, ale melodyjna ballada, w której pojawia się operowy śpiew. Utwór sprawia wrażenie muzycznego eksperymentu, tym bardziej, iż trwa on tylko dwie minuty i kilka sekund. “Dollhouse” brzmi niezwykle tajemniczo, groźnie i niepokojąco. Kawałek ten zawiera także bardzo śmiałe i wyraziste aluzje do erotyki. W następnym utworze, “Sweet”, znowu mamy nawiązania do muzyki rockowej - mocne basy, charakterystyczny rytm oraz gitarę.

“Gutter Glitter” to, według mnie, jedna z najlepszych kompozycji duetu Switchblade Symphony. W tym głębokim, metafizycznym i pełnym elektroniki utworze Tina sięga po coś, co brzmi jak melorecytacja wpadająca w rap. Bardzo udane są fragmenty, w których wokalistka w przejmujący sposób zachłystuje się śpiewem. Kompozycja kończy się… fragmentem pewnej starej, dziecięcej piosenki (“London Bridge is falling down, falling down, falling down. London Bridge is falling down, my fair lady. Take the key and lock her up, lock her up, lock her up. Take the key and lock her up, my fair lady”).

“Mine Eyes” jest utworem dosyć ciężkim i ostrym, może nawet wzorowanym na muzyce metalowej. Niektóre jego fragmenty brzmią naprawdę potężnie i patetycznie. Natomiast ostatni kawałek, czyli “Bloody Knuckles”, to dzieło w stu procentach instrumentalne. Brzmi ono ponuro, pesymistycznie, toteż słuchaczowi może się udzielić jego niewesoły nastrój. Szkoda, że ani razu nie słychać w nim wokalu Tiny. Moim zdaniem, w nagraniach SwiSy głos pani Root jest po prostu niezbędny.

Debiutancki krążek zespołu Switchblade Symphony nie jest najwybitniejszą płytą świata, jednak trzeba przyznać, że umieszczono na nim kilka udanych utworów. “Clown” i “Gutter Glitter” to piosenki, które - według mnie - każdy meloman powinien poznać. Na uwagę zasługuje również otwierający CD utwór “Bad Trash”. Sądzę, że płytę “Serpentine Gallery” można polecić osobom lubującym się w elektronicznym gotyku i dark wave. Oraz, oczywiście, miłośnikom wspomnianej wcześniej formacji The Birthday Massacre.

Muzyka SwiSy, ze względu na swój transowy charakter, posiada działanie usypiające (zwłaszcza wtedy, gdy słucha się jej długo i bez przerwy). Niektórzy odbiorcy mogą uznać tę cechę za wadę, inni za zaletę - wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Jeśli chodzi o mnie, przyłapałam się na tym, iż zazwyczaj słucham Switchblade Symphony późną nocą, kiedy jestem już znużona i powinnam pójść spać. Ciekawe, że nie robię tego celowo. Włączając piosenki SwiSy, nie myślę o tym, iż pozwolą mi one szybciej i łatwiej zasnąć. Ale w mojej podświadomości takie przekonanie najwyraźniej istnieje.

Na koniec wypada napisać, że skoro kompozycje Susan Wallace i Tiny Root są takie usypiające, to absolutnie nie należy ich słuchać w samochodzie. Tego typu muzyka mogłaby mieć zgubny wpływ na kierowców, zupełnie jak niektóre leki i napoje. Może to dziwne, ale nawet ja, pisząc te słowa, czuję się śpiąca. Nie wiem, czy moje samopoczucie wynika z naturalnego zmęczenia, czy rzeczywiście jest ono skutkiem obcowania z twórczością Switchblade Symphony. Ludzie, którzy szukają muzyki pobudzającej i motywującej do działania, zdecydowanie powinni omijać SwiSy szerokim łukiem.


Natalia Julia Nowak,
28 lipca 2011 roku



---

Natalia Julia Nowak

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wczoraj ćpunka, dziś królowa - Amy Winehouse

Autorem artykułu jest Michał Michalak


Tydzień temu Amy Winehouse została wywleczona martwa ze swojego apartamentu w Londynie. Jakiś czas po tym, świat obiegła wiadomość o jej przedwczesnej śmierci, która była dla wielu czymś szokującym, dla innych okazją do tego, by dowiedzieć się kim Amy w ogóle była, a dla jeszcze innych naturalną koleją rzeczy.

 

O Amy można było mówić wiele. Obwoływano ją legendą jeszcze za życia, aczkolwiek uważam, że wciąż pozostawała w cieniu innych gwiazdeczek, które nierzadko ustępowały jej wokalem i talentem. Amy bez wątpienia talent posiadała. Po jej śmierci cały świat składał kondolencje i chyba większość jej fanów odczuła ogromną stratę.

Najśmieszniejszy wydawał mi się fakt, iż większość moich znajomych (i nie tylko), udawała mocno podłamanych, chociaż do tej pory nie słyszeli nawet jednego jej utworu. Dziś są oddanymi fanami, wrzucają mnóstwo linków, artykułów na Facebooka, mimo że wcześniej nie interesowali się jej twórczością w ogóle. Trochę to wszystko naciągane, nie sądzicie?

Ciało artystki zostało skremowane kilka dni po śmierci. Kondolencje złożyły największe gwiazdy i osobistości na świecie. Adele podziękowała na swoim blogu za pomoc w odnowieniu zainteresowania brytyjską muzyką. Bez wątpienia Amy była wzorem dla wielu wokalistów i zapewne pozostanie nim przez wiele, wiele lat. Sam zastanawiałem się, by nagrać utwór w hołdzie artystce. Być może się zdecyduję.

W tych ciężkich chwilach, jako prawdziwy fan muzyki zadaję sobie pytanie: dlaczego wszyscy pozostawali obojętni na problem Amy? Wszyscy doskonale wiedzieli o jej nałogu, wiedzieli, że jest uzależniona od narkotyków, dlaczego nikt nic nie zrobił? Takie sytuacje pokazują Nam jak bardzo świat bywa obojętny na ludzką krzywdę. Kochaliśmy Amy za sukcesy - nikogo nie obchodziła jej osoba i kondolencje chyba również były składane jedynie z uwagi na jej dokonania muzyczne. To smutne.

---

ebro.net.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Within Temptation. Emocje, filozofia i wiara

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak


Recenzja arcyciekawego CD "Mother Earth" - jednej z najważniejszych dla mnie płyt. Holenderski zespół Within Temptation wykonuje pełne emocji piosenki, mówiące o uczuciach, naturze i historiozofii.

Gdybym miała stworzyć listę najważniejszych dla mnie płyt muzycznych, na pewno umieściłabym na niej CD “Mother Earth” (“Matka Ziemia”) holenderskiego zespołu Within Temptation. “ME” to krążek, który po raz pierwszy usłyszałam jako czternastolatka, a który cieszy mnie i zachwyca również teraz, gdy mam dwadzieścia i pół roku. Piosenki z płyty “Mother Earth” towarzyszyły mi w różnych sytuacjach życiowych, zarówno tych radosnych, jak i wypełnionych negatywnymi emocjami. Nie da się zaprzeczyć, że “Matka Ziemia”, a także inne dzieła grupy Within Temptation, to muzyka mojej młodości - ważny element mojego gimnazjalnego, licealnego i studenckiego życia.

Krążek “Mother Earth”, wydany po raz pierwszy w 2000 roku, zawiera pełną emocji, magii, tajemniczości i patetyzmu muzykę, którą polskojęzyczna Wikipedia określa jako “metal symfoniczny ze sporą domieszką motywów gotyckich, celtyckich i chórów”. CD liczy sobie dziesięć dosyć zróżnicowanych utworów. Najdłuższy z nich, “The Promise”, trwa równe osiem minut, a najkrótszy, czyli “Intro” - tylko minutę i kilka sekund. Na płycie dużą rolę odgrywają instrumenty klawiszowe oraz śpiew wokalistki Sharon den Adel, posiadającej niezwykle wysoki i dramatyczny głos.

Pierwsza piosenka z omawianego CD, “Mother Earth”, to bardzo udany i porywający utwór, w którym da się wyczuć prawdziwą dumę i dostojeństwo. Ta rytmiczna, melodyjna i kołysząca kompozycja stanowi hymn na cześć tytułowej Matki Ziemi, której człowiek nigdy nie zdoła okiełznać i która jest panią wszelkiego życia oraz śmierci.

Podniosłe, przebojowe i radosne dzieło, będące jak gdyby panteistycznym manifestem, demaskuje słabość człowieka i jego bezradność wobec sił natury. Obnaża również dwa przeciwstawne oblicza przyrody - to piękne, życiodajne oraz to groźne, niszczycielskie. Prezentacja dwóch skrajnie różnych “twarzy” Matki Ziemi zostaje osiągnięta dzięki licznym kontrastom w warstwie muzycznej (chodzi mi o przeplatanie się fragmentów spokojnych, sielankowych, celtyckich z ostrymi, drapieżnymi, metalowymi).

Druga piosenka, “Ice Queen”, mówi o zimie, przedstawionej jako surowa i bezwzględna kobieta, podobna do Królowej Śniegu z baśni Hansa Christiana Andersena. Upersonifikowana pora roku jest zaprezentowana w zdecydowanie negatywnym świetle - Sharon den Adel oskarża ją o niszczenie wszelkiego życia i doprowadzanie świata do ruiny. Pod względem muzycznym “Ice Queen” stanowi przebojową, wpadającą w ucho i odrobinę dramatyczną rockową piosenkę.

Uwaga! Niewiele osób wie, iż istnieje również inna wersja “Ice Queen”. Nosi ona tytuł “Believer” i porusza zupełnie inną problematykę niż omawiana tutaj pieśń o zimie. Utwór “Believer” posiada taką samą melodię jak “Ice…”, jednak jego słowa różnią się od tych znanych z płyty “Mother Earth”.

“Our Farewall”, zajmujące na CD pozycję trzecią, to spokojna, akustyczna, wypełniona przeogromną czułością i tkliwością piosenka o pożegnaniu. Chociaż na pierwszy rzut oka posiada ona prosty i banalny tekst, można ją interpretować na dwa sposoby. Zgodnie z pierwszą interpretacją, “Our Farewall” to wyznania matki, której dziecko odeszło z domu. Zgodnie z drugą - słowa żyjącej kobiety adresowane do zmarłego dziecka.

W tekście padają stwierdzenia, które wydają się sobie przeczyć. Słowa “Nigdy nie myślałam, że ten dzień nadejdzie tak szybko. Nie mieliśmy nawet czasu, żeby powiedzieć sobie ‘do widzenia‘. Jak świat może tak po prostu dalej trwać?” wskazują na to, iż piosenka mówi o śmierci. Z drugiej strony, w utworze pojawiają się stwierdzenia typu “Słodkie kochanie. Za bardzo się martwisz, dziecko. Widzę smutek w twoich oczach. Nie jesteś samo w swoim życiu, chociaż możesz myśleć, że jesteś”. Zaiste, nie wiem, o co chodzi w tym utworze i jak powinnam się do niego ustosunkować.

“Caged” to pełna żałości i cierpienia piosenka o kobiecie, która została oszukana, wykorzystana, a następnie porzucona przez mężczyznę. Bohaterka utworu czuje się, jakby była zamknięta w klatce, ubolewa nad własną naiwnością i deklaruje utratę wiary w człowieka (“Każdy, kto ma przyjazną twarz, wydaje się ukrywać w środku jakiś sekret”). Jeśli chodzi o warstwę brzmieniową, utwór “Caged” zawiera liczne nawiązania do muzyki celtyckiej, a Sharon den Adel śpiewa w taki sposób, jakby płakała.

Cała piosenka jest niezwykle przejmująca, sprawia, iż słuchacz identyfikuje się z podmiotem lirycznym i głęboko przeżywa opowiadaną historię. Ponieważ wokalistka zespołu Within Temptation posiada ogromny talent aktorski, potrafi ona w mistrzowski sposób przedstawić takie uczucia jak rozpacz, rozczarowanie, złość czy upokorzenie.

“The Promise” to kolejna katastroficzna, emocjonalna i silnie oddziałująca na odbiorcę piosenka. Prezentowane tutaj emocje - rozpacz, cierpienie, poczucie pustki, gniew i upokorzenie - są potężniejsze i poważniejsze niż w “Caged”, albowiem tematyka dzieła obraca się wokół zabójstwa. Bohaterka piosenki mówi o tym, że jej ukochany wymknął się nocą i został zamordowany przez złych ludzi. Po tym, co się stało, kobieta jest nie tylko zrozpaczona, ale również owładnięta żądzą zemsty.

Wyznaje ona: “Przyrzekłam, że któregoś dnia pomszczę jego duszę. Sprawię, że będą krwawić u moich stóp”. Później dowiadujemy się, iż zemsta została już dokonana: “Przyrzekłam, że któregoś dnia pomszczę jego duszę. Jeden po drugim, byli zaskoczeni”. Kompozycja “The Promise” jest niezwykle zimna. Można powiedzieć, że wręcz bije od niej chłód. Mamy tu więc do czynienia ze zjawiskiem synestezji.

“Never-Ending Story” jest pogodną, folkową, celtycką piosenką, korespondującą z opisanym wcześniej utworem “Mother Earth”. Dzieło mówi o Ziemi rozumianej na dwa sposoby: jako wiecznie odradzająca się przyroda oraz miejsce, w którym toczy się historia ludzkości. Sharon śpiewa o tym, że my, ludzie, jesteśmy cząstką niekończącej się opowieści, której przeszłość i przyszłość pozostają dla nas tajemnicą.

O ile pieśń “Mother Earth” miała charakter filozoficzny, o tyle “Never-Ending Story” jest piosenką o charakterze historiozoficznym. W “Never…” pojawia się ponadto tradycyjny i nieco już wyświechtany motyw życia-podróży. Utwór nie za bardzo mi się podoba, ale doceniam go za inteligentny, skłaniający do refleksji tekst.

Kolejne dzieło, zatytułowane “Deceiver of Fools”, to najmroczniejsza i najbardziej gotycka kompozycja z całego krążka “ME”. Jednocześnie jest ona jedynym na CD utworem chrześcijańskim. Oczywiście, w tekście nie pojawiają się słowa biblijnego pochodzenia, jednak opisany problem i zastosowane metafory jednoznacznie wskazują na to, iż piosenka ostrzega słuchaczy przed szatanem.

Sharon den Adel, wykorzystując swoje wielkie zdolności wokalne i aktorskie, opowiada o tajemniczym Zwodzicielu Głupców, który “karmi się strachem”, “karmi się bólem”, “bawi się twym umysłem” oraz “zatruwa prawdę, by zdobyć ich wiarę i wyprowadzić ścieżkę do świata marności”. Wokalistka apeluje: “Proszę, zbudź się i zobacz prawdę. On może istnieć tylko wtedy, gdy wierzysz w to, co ci mówi. Pamiętaj, kim jesteś, przy czym trwasz, a zawsze znajdzie się jakaś droga”.

Następnie Sharon czyni aluzję do postaci Chrystusa: “W moim sercu jest miejsce. W moim sercu jest ślad małego, płonącego ognika. Ochronny promień świeci przez tę noc. Chociaż mały, jest jasny. Ale ciemność się czai”. Uważam, że utwór “Deceiver of Fools” nadawałby się do wykonywania podczas młodzieżowych pielgrzymek i festiwali muzyki religijnej.

Kolejnym utworem zarejestrowanym na płycie “Mother Earth” jest “Intro” (nie ja jedna zastanawiam się, dlaczego ta kompozycja zajmuje pozycję ósmą, a nie pierwszą!). Posiada on bardzo monotonną melodię i przypomina tło muzyczne z jakiejś gry komputerowej. Po tym spokojnym i usypiającym utworze zaskakuje słuchacza ostre i gwałtowne “Dark Wings” - piosenka agresywna i zdecydowanie odróżniająca się od pozostałych.

Kiedy kompozycja “Dark Wings” się kończy, słyszymy sielankowe i relaksacyjne “In Perfect Harmony”, rozpoczynające się śpiewem ptaków oraz głębokimi, lekkimi, jasnymi, metafizycznymi dźwiękami wygenerowanymi przez komputer lub keyboard. “In Perfect…” jest słodką, delikatną i pełną uroku celtycką piosenką o dzikim dziecku, które wychowało się wśród “starożytnych duchów lasu”. Koniec tego utworu jest jednocześnie końcem płyty.

Jak zapewne się domyślacie, o CD “Mother Earth” grupy Within Temptation mogę powiedzieć tylko jedno: jest to arcydzieło. Krążek, nagrany przez niezwykle utalentowanych ludzi, przenosi odbiorcę do świata uczuć, magii i mistycyzmu. Wszystkie utwory z płyty “ME” są dobre, chociaż niektóre z nich przemawiają do mnie bardziej, a inne mniej. Każdy, kto jest choć trochę wrażliwy na muzykę, powinien poznać omawiane tutaj CD Within Temptation.

Zapewniam, że przy pieśniach z krążka “Mother Earth” można w pełny i satysfakcjonujący sposób przeżywać rozmaite emocje. Gdy dopisuje nam dobry humor, możemy cieszyć się swoim szczęściem przy dźwiękach pierwszego kawałka - “Mother Earth”. Gdy jesteśmy przygnębieni, możemy słuchać depresyjnych utworów “Caged” i “The Promise”. Kiedy pragniemy się odprężyć, możemy wsłuchiwać się w brzmienie “Never-Ending Story” i “In Perfect Harmony”.

Gorąco zachęcam do zapoznania się z opisanym przeze mnie materiałem. Myślę, iż CD “Mother Earth” spodoba się osobom kochającym ambitną, doskonale skomponowaną i wypełnioną emocjami muzykę. Jeśli chodzi o mnie, zaczęłam swoją przygodę z Within Temptation właśnie od tej płyty. Cieszę się, że miałam zaszczyt poznać twórczość najsłynniejszej holenderskiej kapeli metalowej!


Natalia Julia Nowak,
5 sierpnia 2011 roku



---

Natalia Julia Nowak

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jaki zespół na wesele

Autorem artykułu jest eddie adams

Na wielu blogach i w wielu różnych branżowych artykułach sporo pisze się o tym jaki zespół jest dobry a jaki nie.
Niewątpliwie jest w tym wiele kryptoreklamy ponieważ sprawą oczywistą jest fakt, że takie artykuły piszą głównie sami zainteresowani czyli członkowie zespołów weselnych.
Wydaje mi się, że warto przeczytać kilka takich artykułów. Autorom tych artykułów najwyraźniej zależy na tym o czym piszą.Inaczej  nie zadawali by sobie trudu pisania. Sam do takich osób należę i nie mam zamiaru tego ukrywać.Pracuję w branży muzycznej i o tej branży chciałem kilka słów napisać. Jeżeli szukamy zespołu na własne wesele to w pierwszej kolejności rozpatrujemy własne doświadczenia oraz pytamy naszych znajomych o zespoły, które oni kiedyś zatrudniali. Sami byliśmy na kilku weselach, ewentualnie słyszeliśmy opinie uczestników. Niewątpliwie to spora rekomendacja dla tych zespołów......
Bywa tak, że  zespół nam się spodobał ale jednak my inaczej sobie wyobrażamy własne wesele. Mogliśmy się świetnie bawić u kogoś na weselu, jednak sami chcemy czegoś zupełnie innego  na wesele własne.Fakt, że repertuar nam nie odpowiadał absolutnie nie przekreśla zespołu, który grał na wspomnianym weselu. Proponuję najpierw porozmawiać z muzykami i zapytać czy  podejmą się oni zagrania wesela w zupełnie innym stylu. Istnieje prawdopodobieństwo, że wybór repertuaru był uwarunkowany zaleceniami Pary Młodej lub rodziców. Nie każdy zdaje sobie sprawe z tego, że profesjonalne kapele potrafią mieć tak rozległy repertuar, że na jednym weselu wykorzystują  ok 20 procent tego co mają w repertuarze. To samo dotyczy konkursów weselnych czy oczepin.To, że na jakimś weselu zespół zrobił  zwariowane oczepiny nie znaczy, że nie potrafią tego samego zrobić standardowo w/g Waszych wytycznych.
Czesto spotykam się ze zdaniem, iż  zespół na wesele trzeba koniecznie sprawdzić podczas występu na żywo.No i powiem Wam , że całkowicie się z tym zdaniem zgadzam !!!!!Tak było by najlepiej.....jednak proszę się zastanowić nad pewnym aspektem tej własnie sytuacji. Wiele  zespołów specjalizujących się w graniu na weselach posiada zapełniony całkowicie swój terminarz. Ci muzycy nie mają już czasu na granie w pubach czy innych miejscach, gdzie łatwo zaprosić gości prywatnie celem posłuchania ich muzyki.Grają w każdy weekend na weselach. A jak wiadomo wesele to impreza zamknięta. Sala jest zarezerwowana dla rodziny i nikt obcy nie ma tam prawa wstępu. Proszę się więc zastanowić . Jeżeli  Państwo są zapraszani przez zespół na czyjeś wesele......to czy chcielibyście aby takie same "wycieczki" ogladąjących zjawiały sie również  na Waszym weselu ??????Jeżeli zespół odmawia wchodzenia na wesele, gdzie aktualnie gra, to nie jest to objaw ich złego zachowania. Świadczy to  o szacunku dla gości i pary młodej. My również mamy czasem zapytania o to "gdzie można was usłyszeć" . Zawsze odpowiadamy, że można....ale prosimy wcześniej zapytać Parę Młodą o zgodę na wejście na  wesele. Zespół sam  nie może nikogo zaprosić na wesele, na którym gra, ponieważ nie jest gospodarzem wesela a jedynie zatrudnionym wykonawcą. Oczywiście ktoś może się z naszym zdaniem nie zgadzać. My nie będziemy tu polemizować.No ale idąc dalej...... to w jaki sposób można sprawdzić co potrafi zespół muzyczny ? No więc odpowiadam......w końcu o tym właśnie ma być ten artykuł :-)Najlepszym sposobem  na sprawdzenie jest telefon do kilku par młodych , którym ten zespół juz zagrał na  weselu. Skąd wziąść numery do tych par młodych? Po prostu z umów, które zespół podpisał z  parami młodymi!!!!!!! Każdy zespoł , który gra od kilku lat ma prawdopodobnie kilkaset takich umów u siebie.Można po prostu poprosić o te umowy i losowo jedną czy dwie sobie wybrać. Wiadomo....Dane osobowe powinny być zakryte. Jednak napewno żadna para nie odmówi Wam komentarza na temat zespołu. Wtedy dowiecie sie bezpośrednio od zainteresowanych ile wypili, jak grali i czy goście są zadowoleni.  A co może okazać sie najważniejsze ....czy były w ofercie zespołu jakieś ukryte koszty.
Kolejny punkt naszego "wywiadu " to filmy z wesel.
Nawet będac na żywo na jakimś weselu nie jesteście w stanie tyle się dowiedzieć o zespole ile z takich filmów. Zespół, który prowadzi imprezy w sposób profesjonalny potrafi każdą imprezę prowadzić w niemal zupełnie odmienny sposób.Tutaj wszystko zależy od ustaleń z Para Młodą. Bedąc na weselu jako obserwatorzy możecie  trafić na blok biesiadny. I pójdziecie do domu w przekonaniu że ten właśnie zespół gra same piosenki biesiadne. Tymczasem w godzinę po Waszym odejściu ten sam "biesiadny zespół" gra blok rock and rolla czy mocnego Dance.  Dla Was oni juz pozostaną zespołem od grania imprez biesiadnych.  Ogladajac filmy jesteście w stanie podczas jednego popołudnia w komfortowych warunkach zobaczyć kilka wesel prawie od początku do końca. Taki właśnie wywiad da Wam kompletną informację o mozliwościach tych ludzi.Sami zobaczycie, że ten sam zespół na różnych weselach różnie gra i różne konkursy prowadzi. Repertuar musi być dostosowany do potrzeb gości lub wymagań pary młodej....więc nic w tym dziwnego.  Jeżeli zobaczycie, że na kolejnym weselu dzieje sie to samo w/g ścisłego szablonu , to możecie podejrzewać , że ludzie grający w takiej kapeli są raczej znudzeni tym co robią.Kolejną sprawą, która jest istotna podczas zamawiania  zespołu muzycznego to niewątpliwie rozmowa z ich przedstawicielem. Proszę pamiętać o tym, że taki człowiek musi być praktykiem. Najlepiej jeżeli jest to członek zamawianego przez Was zespołu muzycznego. W przeciwnym razie możecie rozmawiać z kimś kompletnie niekompetentnym próbujacym sobie jedynie zarobić na prowizje. Zdania sa podzielone. Jedni mówią że dobry zespół to ten , który wszystko zrobi co młodzi  bedą chcieli. Inni twierdzą wprost odwrotnie i wybierają taki zespół z którym właściwie nie ma kontaktu. Ja tutaj nie powiem , która opcja jest lepsza. To oczywiście sprawa gustu. Ja bedąc na miejscu Pary Młodej starałbym się słuchać jednak tego co mówi przedstawiciel zespołu podczas spotkania. Ktoś, kto zgadza sie na wszystko i za każdym razem potwierdza że "będzie Pani zadowolona " jak w pewnym znanym dowcipie.....prawdopodobnie nawet  nie słucha co się do niego mówi. A na pewno nie ma zamiaru realizacji tych uzgodnień. Ktoś, kto uważnie słucha, analizuje i próbuje w jakiś sposób znaleść wspólnie rozwiązanie tak by spełnić  Wasze wymagania, pewnie zrobi wszystko by życzenia Pary Młodej zrealizować.  Ktoś kto mówi "NIE" zanim usłyszy o co wogóle chodzi  pewnie nie zrealizuje Waszych zamierzeń.
 Pozdrawiam wszystkich czytających
eddie
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wwwdariusband.pl Zespół Muzyczny DariusBand